poniedziałek, 4 lutego 2013

Dziewiąty dzień, poniedziałek 4 lutego

Zamiana Puław na Czarnorzeki okazała się korzystnym posunięciem. Zyskaliśmy dużo czasu dzięki bliskości wyciągu od naszego domu. Podróż zajmuje nam piętnaście minut , jeździmy na nartach godzinę dłużej, nie śpieszymy się z jedzeniem drugiego śniadania, ja przestałem biegać i znowu mogę chodzić. Stok jest dobrze przygotowany, do godziny 15 byliśmy sami (potem pojawiło się dwóch narciarzy), mamy gdzie się ogrzać i zjeść, mamy gdzie zostawić narty, kiedy jedziemy do domu. I właściwie wszyscy już oswoili się z pochyłością większą  niż w Puławach. Dwudniowa przerwa pozwoliła na poukładanie się umiejętności, co dzisiaj z satysfakcją mogłem stwierdzić. Grupa jeździ coraz lepiej i po tym, jak to robią, widać że "szkoleni". Nawet pisklaki zupełnie nie przypominają nieporadnych istot sprzed tygodnia.
Wieczór obfitował w wydarzenia. Najważniejsze to chyba urodziny Natalii. Starsze dzieci przygotowały spektakl na tę okazję. Brat Natalii zmontował diaporamę, którą zaprezentował z dedykacją dla siostry. Był tort, prezent przygotowany przez wszystkich i dyskoteka. Rzeczywiście huczne urodziny. Drugie wydarzenie warte opisania, to przyjazd Kamila - opiekuna znanego dzieciom z minionych wakacji. Kamil wesprze nas w obowiązkach do końca obozu. Mam nadzieję, że jego obecność ułatwi nam pracę.

niedziela, 3 lutego 2013

Ósmy dzień, niedziela 3 lutego

Minął weekend. Spędziliśmy dwa dni bez nart. Całą sobotę siedzieliśmy w domu, bez możliwości wystawienia nosa na pole (tak się tutaj mówi) z powodu deszczu. W zamian działaliśmy pod dachem wypełniając cały czas zabawami, grami, piosenkami, konkursami itd. Niedziela przyniosła ochłodzenie i nareszcie przyszedł oczekiwany moment zabaw na śniegu. Cala grupa, niezależnie od wieku osobników, dosłownie szalała tarzając się w śniegu, turlając z górki, ryjąc w zaspach tunele, czołgając się i obrzucając śnieżkami. Nasza rola ograniczała się do pilnowania granic bezpieczeństwa zabawy i suszenia ubrań po wszystkim. Inwencja dzieci zastąpiła wszelkie zorganizowane formy. W takich chwilach widać, jak nieprawdopodobna jest potrzeba ruchu.
Był też wieczór legend przy lampie naftowej, układanie piosenki na przywitanie Kamila (dodatkowego opiekuna, który wesprze nas od poniedziałku), kościół dla chętnych i filmy. Mieliśmy nadzieję, że taka ilość wspólnych działań przełamie problemy z dopasowaniem się najmłodszych dziewczynek do siebie. Pomijając tę właśnie część naszego obozu, pozostali stworzyli już fajny zespół. Potrafią się świetnie dogadać i razem bawić. Małe dziewczynki wciąż rywalizują między sobą, próbują się dziobać na każdym kroku, szukać winnych w sytuacji, gdy winnych nie ma. Jedynym sposobem jest stała obecność opiekuna pomiędzy nimi. Zaryzykuję stwierdzenie, że jeszcze nie mieliśmy takiej sytuacji. Powoli zaczynamy rozgryzać ten supeł i rozumieć mechanizmy ale wydaje się, że materia robi wszystko aby się nie poddać.

Niedziela!!! (znaczy- nie działać)


Rano obudziliśmy się wyspani... o 9:00. zjedliśmy przepyszną jajecznicę i poszliśmy robić generalne porządki. 
   Po komisji która dała mi jakimś cudem 4 na 5 dowiedzieliśmy się o wyjściu na dwór... Paradoksalnie było dość ciepło. Najpierw odbyła się wielka walka na śnieżki w której natarłem śniegiem Zajączki a one we dwie prawie mnie nie zabiły śnieżkami. Wszyscy zjeżdżali na sankach i bawili się w śniegu, potem wróciliśmy lekko zmarznięci do domu i układaliśmy piosenkę dla pana Kamila, który przyjeżdża do nas jutro. Na obiad jedliśmy rosół i smacznego kurczaka. Po obiedzie kończyliśmy Kamilowy song. Następnie pan Erwin opowiadał, przy lampie naftowej, o bajkach i legendach Odrzykonia.
 Po tych strasznych i zadziwiających opowieściach poszliśmy zjeść kolację, czyli tosty z seremi  sałatkę . Po kolacji oglądaliśmy film- Kubuś Puchatka i Hefalumpy... a następnie poszliśmy słodko spać. <3 o:p="">
Auto: Zajączeki i Kuboleusz :D

Sobota 2 II 2013

Pogoda trochę niezimowa do nas zawitała. Było mokro, padał deszcz. Zastosowaliśmy wyjście awaryjne czyli film przed południem. A po obiedzie już zwykły tor,czyli gimnastyka w grupach.
Zajęcia  prowadził Pan Łukasz a terapię Pani Zosia.
Odwiedzili nas rodzice Ani.
Wieczorem była dyskoteka.
Czekamy na jutrzejszy śnieg!

piątek, 1 lutego 2013

Wpis niezależny.


Ten dzień na pewno można uznać za udany... wczesnym porankiem jak zwykle obudziła nas pani Marysia. Po smakowitym śniadaniu ruszyliśmy dziarsko na stok. Na nartach  było dość zabawnie... Zajączki zaliczyły kilka gleb,   a Kuboleusz  i jego kompania krasnoludów skakali sobie z HOPKI. Ze stoku od razu pojechaliśmy do Piekła, a największe dziwolągi  z chyżym pląsem udały się do gabinetu. Na kolacje wszamaliśmy pizzę oraz tosty radzieckie. Po jedzeniu zagraliśmy w kalambury. Było tak zabawnie ze , wszyscy śmialismy do rozpuku. Niestety podczas tej zabawy niektórzy dziwnym trafem pouciekali . Tak więc  dzień  był wielce udany...
Autor: Zajączki, Kuboleusz

Szósty dzień, piątek 1 lutego

Dzisiaj zakończył się pierwszy etap naszego kursu narciarskiego (i snowboardowego). Wszyscy uczestnicy poruszają się samodzielnie, pewnie i bezpiecznie. Dzięki temu postanowiliśmy zmienić stok. Do tej pory korzystaliśmy z ośrodka Kiczera w Puławach koło Rymanowa. Teraz będziemy jeździć w Czarnorzekach. Czarnorzeki to wieś sąsiadująca z Odrzykoniem, w której od wielu lat funkcjonował wyciąg orczykowy. W ubiegłym roku został zmodernizowany, wyposażony w instalację do naśnieżania i oświetlenie. W ten sposób stał się dla nas interesującą alternatywą, przede wszystkim dzięki położeniu w niewielkiej odległości od naszego domu. Ma jednak jedną poważną wadę - nie nadaje się do nauki, brakuje mu płaskiego kawałka "oślej łączki", gdzie można by stawiać pierwsze kroki na nartach. Ale dla nas to już bez znaczenia. Wszyscy dadzą sobie radę. Warto wspomnieć o wielkiej zalecie tego miejsca - absolutny brak ludzi w tygodniu. Spodziewam się, że będziemy sami. Jutro wybieramy się tam z grupką chętnych na rekonesans, a od poniedziałku wszyscy. Weekend poświęcimy na odpoczynek i zabawy koło domu. Odwilż chyba przetrzymaliśmy i znów ma padać śnieg.
Dzisiejszy dzień przyniósł nam trochę emocji dzięki atakowi duszności jednej z dziewczynek. Samo w sobie niegroźne wydarzenie uruchomiło łańcuch, którego ostatnim ogniwem był lot śmigłowcem do szpitala w Krośnie. Koleżanka jest już z nami i niektórzy trochę jej zazdroszczą tego śmigłowca. Swoją drogą, przy ogólnej niewydolności służby zdrowia, nasze dzisiejsze doświadczenie jest bardzo pozytywne. Począwszy od ratowników na stoku, przez załogę śmigłowca, na personelu szpitalnym kończąc.
Poruszę jeszcze temat telefonów posiadanych przez dzieci. Mamy zasadę zbierania ich o godz. 22.00 i oddawania rano. Przez cały dzień dzieci mogą z nich korzystać i nie wnikamy, aczkolwiek sugerujemy aby nie brać ich na zajęcia z oczywistych względów. Zatem, jeśli dziecko nie odbiera, to może po prostu nie ma telefonu z sobą, albo o nim zapomniało, rozładował się i leży w koszyku niepotrzebny. W razie problemów z kontaktem, prosimy korzystać z naszych numerów komórkowych.