Czwarty dzień, środa 30 stycznia
Zacznijmy od widoku przez okno o 6.30. W nocy spadło dużo śniegu, co ożywiło naszą nadzieję na prawdziwą zimę. Prawdziwą, czyli z zaspami na metr, z choinkami przykrytymi jak kołdrą, z mrozem i słońcem. Niestety, w ciągu dnia temperatura przekroczyła 0 i nasza nadzieja zaczęła topić się wraz ze śniegiem. Kiczera broni się przed ociepleniem i jeżdżąc dzisiaj w bardzo dobrych warunkach, nie odczuliśmy jeszcze odwilży. Trzeci dzień na nartach przyniósł kolejne sukcesy szkoleniowe. Grupa pisklaków jeździ już sprawnie i w całości awansowała z "babyliftu" na pierwszy orczyk. Grupa deskarzy zbudowała skocznię i z sukcesami wykonuje "180". Natomiast grupa narciarska starsza zaczyna być powoli męczona teorią wplataną w ćwiczenia. Dzisiaj czasowo zaginął tylko jeden but narciarski i chyba na stałe kijki, które ktoś "pożyczył" sobie ze stojaka. Poza tym, zgodnie z przewidywaniami, wszystko idzie coraz sprawniej.
Trochę za szybko pojawiły się problemy związane z adaptacją w grupie. Trzy duszyczki cierpią czując się obco i nieakceptowane przez resztę. Takie zjawiska, na szczęście, często okazują się tylko etapem w drodze do zasymilowania się z grupą. Próbujemy pomóc na ile się da, poprzez gry integracyjne, stałe uaktywnianie - bez czasu na nostalgię i tłumaczenie na wszystkie, zrozumiałe dla dzieci sposoby, Najmniejszy zaś wpływ mamy na sterowanie sympatiami, czy preferencjami towarzyskimi w grupie. Walczymy, na ile się da, z każdym przejawem złych relacji wewnątrz naszej rodzinki, ale część tych zjawisk jest obiektywna i nie podlega wpływom. Zgodnie z zaobserwowaną regułą, problemy powinny niedługo ustąpić i oddać pola wieczornym tęsknotom.
środa, 30 stycznia 2013
wtorek, 29 stycznia 2013
Trzeci dzień, wtorek 29 stycznia
Obozy organizujemy od prawie dwudziestu lat. Bieżący, zimowy jest już siedemnastym obozem narciarskim. Pomnożone przez liczbę turnusów, a to przez wszystkie dzieci, które się przewinęły, daje jakąś czterocyfrową liczbę drobnych doświadczeń zbieranych przez te wszystkie lata. I nagle okazuje się, że coś nas zaskoczyło! Ten turnus ma najniższą średnią wieku z wszystkich dotychczasowych! Najmłodsze dziecięcie ma 7 lat, trochę większych jest pół domu, a piątoklasiści to rada starców. Nasze dotychczasowe doświadczenie i rutyna zostały poddane ciężkiej próbie. Na to nakładają się ogólne komplikacje związane z zimą. Pozostała wiara i modlitwa.
Po katastroficznym wprowadzeniu, pragnę uspokoić, że dzisiaj wszystko poszło sprawniej niż wczoraj. Zmalała liczba zapodzianych czapek i rękawiczek i wzrosła liczba samodzielnych narciarzyków. Grupa pisklaków zaczyna w pełni samodzielnie poruszać się na nartach i po wczorajszych refleksjach Bartka na temat swojego wieku i odporności, dzisiaj już się trochę otrząsnął. Jedynym minusem dnia, był silny wiatr dokuczający na szczycie Kiczery. Po południu zaczął podać śnieg i nic nie wskazuje na zapowiadane załamanie zimy.
Przypuszczam, że większość rodziców naszych podopiecznych,, jeździ na nartach i ma swoje doświadczenia w tym temacie. Jako ludzie mocno związani z narciarstwem, traktujemy je nie tylko jako weekendową rozrywkę a zdecydowanie, jako poważne zajęcie (również na niwie ratownictwa górskiego). Z tego stanowiska wychodząc, uczymy nasze dzieci pełni narciarstwa. Nie ma to nic wspólnego z dwugodzinną nauką skrętu na krawędzi - niemetodycznego i niebezpiecznego a tak chętnie nauczanego przez rzesze instruktorów. Ten skręt ma jedną zaletę na początku nauki. Przynosi szybki efekt pozornych umiejętności. Oderwany od prawidłowej ścieżki nauczania, jest ślepą uliczką, z której bardzo trudno się wycofać. Ucząc dzieci, staramy się metodycznie wprowadzać je w narciarstwo, drobnymi krokami i nie oczekując natychmiastowych sukcesów. To dłuższa droga, ale gwarantująca prawidłowy rozwój. Dzieci, które przyjeżdżały do nas kilkakrotnie, osiągały wysoki poziom narciarski, nawet przy braku zdolności. Za największy sukces przyznaję sobie niezniechęcenie do nart kogokolwiek i zachęcenie nastawionych sceptycznie.
Po katastroficznym wprowadzeniu, pragnę uspokoić, że dzisiaj wszystko poszło sprawniej niż wczoraj. Zmalała liczba zapodzianych czapek i rękawiczek i wzrosła liczba samodzielnych narciarzyków. Grupa pisklaków zaczyna w pełni samodzielnie poruszać się na nartach i po wczorajszych refleksjach Bartka na temat swojego wieku i odporności, dzisiaj już się trochę otrząsnął. Jedynym minusem dnia, był silny wiatr dokuczający na szczycie Kiczery. Po południu zaczął podać śnieg i nic nie wskazuje na zapowiadane załamanie zimy.
Przypuszczam, że większość rodziców naszych podopiecznych,, jeździ na nartach i ma swoje doświadczenia w tym temacie. Jako ludzie mocno związani z narciarstwem, traktujemy je nie tylko jako weekendową rozrywkę a zdecydowanie, jako poważne zajęcie (również na niwie ratownictwa górskiego). Z tego stanowiska wychodząc, uczymy nasze dzieci pełni narciarstwa. Nie ma to nic wspólnego z dwugodzinną nauką skrętu na krawędzi - niemetodycznego i niebezpiecznego a tak chętnie nauczanego przez rzesze instruktorów. Ten skręt ma jedną zaletę na początku nauki. Przynosi szybki efekt pozornych umiejętności. Oderwany od prawidłowej ścieżki nauczania, jest ślepą uliczką, z której bardzo trudno się wycofać. Ucząc dzieci, staramy się metodycznie wprowadzać je w narciarstwo, drobnymi krokami i nie oczekując natychmiastowych sukcesów. To dłuższa droga, ale gwarantująca prawidłowy rozwój. Dzieci, które przyjeżdżały do nas kilkakrotnie, osiągały wysoki poziom narciarski, nawet przy braku zdolności. Za największy sukces przyznaję sobie niezniechęcenie do nart kogokolwiek i zachęcenie nastawionych sceptycznie.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
I dzień na nartach.
Zawsze ten dzień jest próbą dla wszystkich uczestników obozu, łącznie z opiekunami. Wszystko jest po raz pierwszy i idzie z dużym oporem. Zapinanie sztywnych butów, rozpoznanie swoich nart, niezgubienie czapki albo rękawiczki pomnożone razy 21. Podzieliliśmy się na trzy grupy: pierwszą - snowboardową, zajęła się Kasia, drugą - początkującą - Bartek i trzecią znaną nam z poprzednich lat - Erwin. Gdyby nie praktyka Bartka, który przez wiele lat prowadził własną szkółkę narciarską, zostałby zadziobany żywcem przez dziewięcioro "kurczaków" przewracających się na zmianę, gubiących narty, chcących do łazienki, wypadających po drodze z wyciągu i domagających się przejścia do zaawansowanej grupy. Prawdopodobnie, jak zwykle, wszystko uspokoi się czwartego dnia, dzieci będą bardziej samodzielne i problemy zaczną ograniczać się do normalnego poziomu.
Trochę niepokoimy się prognozą pogody, która straszy odwilżą. Może na Kiczerze nie będzie aż tak ciepło żeby pokrzyżować nasze plany. Teraz sypie śnieg i zanosi się na ładny, niezbyt mroźny dzień.
Trochę niepokoimy się prognozą pogody, która straszy odwilżą. Może na Kiczerze nie będzie aż tak ciepło żeby pokrzyżować nasze plany. Teraz sypie śnieg i zanosi się na ładny, niezbyt mroźny dzień.
niedziela, 27 stycznia 2013
Zimowisko I 2013
Zimowisko rozpoczęte.
Dzieci rozlokowane w pokojach ( zawsze są spory, bo mają z góry upatrzone), narty przygotowane, badania postawy zrobione. Niestety część dzieci nie utrzymała efektów uzyskanych w lato i będzie nad czym pracować.
Teraz już śpią,
piątek, 31 sierpnia 2012
wtorek, 28 sierpnia 2012
Każdy dzień przynosi coś nowego, coś niespodziewanego, zaskakującego. A dziś… najbardziej zaskoczyła jak zwykle pogoda. Z zapowiadanych opadów nie otrzymaliśmy ani kropli deszczu, co pozwoliło na kolejną wycieczkę. Ta forma aktywności zdecydowanie przypadła do gustu naszym małym potworkom. Chętni, uśmiechnięci kroczyli po ścieżkach wyznaczonych niebieskim szlakiem. Dystans pokonali szybko, bez większych problemów, choć sznurowadła przypominały o sobie co chwila się rozplątując. Jakoby, że nie ma problemu, którego nie bylibyśmy w stanie rozwiązać, radziliśmy wspólnie nad sposobami wiązania. ( Masło maślane – rzekłby polonista )
Rzepnik to miejsce, w które dotarliśmy. Już na miejscu spożyliśmy II śniadanie przygotowane przez naszą kucharkę – panią Tereskę i zajęliśmy się wspólną zabawą. Zabawy, okrzyki i głośne rozmowy są ewidentnym przykładem tego, że dzieci czują się u nas swobodnie ; a to ważne. Pora obiadowa zmusiła nas do powrotu. Zatem pokrzepieni cudownymi widokami, nakarmieni i uśmiechnięci zawróciliśmy w kierunku Piekła. Tu na miejscu w naszym raju czekała na nas niebiańska uczta. Tuż po niej nastąpiła rehabilitacja i tańce.
Wielkimi krokami zbliżamy się do studia nagrań. Zatem opracowujemy program i zbieramy podkłady. Tym zajęliśmy się tuż po obiedzie. Około godziny 19 starsza grupa zwinęła swój ekwipunek i wyruszyła w kierunku lasu na całonocny biwak. Młodsza grupa w ramach rekompensaty otrzymała dodatkową porcję ich ulubionej gry zespołowej i film, który przeciągnął odrobinę ciszę nocną. Uśmiechy na ich twarzach wciąż przypominają mi o tym, że to co robimy ma dla nich wielkie znaczenie. To najlepsza nagroda dla nas organizatorów.
Tęsknota u małych dzieci to coś normalnego. Staramy się zatem gospodarować ich czasem w taki sposób by czarne myśli nie zaprzątały ich umysłu. Telefon komórkowy to zło, które nie pozwala na kontakt z otoczeniem. Tych bardziej wrażliwym sugeruję ograniczać do rozmów przedpołudniowych. W końcu każde dziecko wzmożoną tęsknotę przejawia wieczorem oraz natychmiast kiedy usłyszy głos mamy.
KM
Subskrybuj:
Posty (Atom)