poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Ostatni V turnus 2011

Pierwszy i drugi dzień ostatniego turnusu, niedziela i poniedziałek 14 – 15 sierpnia

No i przyjechała następna ekipa. Podróż minęła bezproblemowo i spokojnie. Po kolacji i małym zamieszaniu przy rozlokowywaniu się w pokojach, udało się doprowadzić całe towarzystwo do stanu piżamowo łóżkowego. Pierwsza noc po przyjeździe to trudny moment, na który zwracamy szczególną uwagę. Poszło nieźle.
Poniedziałek zaczął się od spraw organizacyjnych i zapoznania dzieci z nowym miejscem, zasadami pobytu, współuczestnikami i kadrą. Okazuje się, że tylko pięcioro dzieci nigdy wcześniej u nas nie było, wobec czego tłumaczenia nie było zbyt wiele. Odbyły się badania postawy, pierwsza gimnastyka i pierwsze zajęcia z tańca. Miejmy nadzieję, że ta grupka podtrzyma tradycję i spędzimy najbliższe dwa tygodnie radośnie i bezpiecznie. Dzień był w miarę słoneczny i bardzo ciepły. Pogodo nadrabiaj zaległośći!!

niedziela, 14 sierpnia 2011


Dzień 13
Dzisiejszy dzień miał na celu podsumowanie naszego turnusu.
Na początku rozciągaliśmy się do zdjęć końcowych w sznurkach
i szpagatach. Potem długo odpoczywaliśmy na trampolinie lub
basenie. W przerwach pomiędzy odpoczynkiem pakowaliśmy się.
Następnie zeszliśmy na sale oglądać pokaz slajdów. Zdjęć
było bardzo dużo i wywoływały dużo emocji. W tle grała
odprężająca muzyka, która raczej wszystkich rozmieszała.
Potem nastąpił dalszy ciąg pakowania się i oglądania filmu
na sali ( ,,Rrrrrrrrrrr”). Po kolacji zagraliśmy
pożegnalny mecz piłki nożnej. Wróciliśmy do domu, zmęczeni i
smutni, że te 2 tygodnie tak szybko minęły. Kończymy już,
idziemy rozkoszować się ostatnimi godzinami w Piekle.

piątek, 12 sierpnia 2011

Dzień 12, piątek 12 sierpnia
Dzisiejszy dzień był jedynym z najbardziej pracowitych dni jak dotąd. Już od rana czekały na nas tańce i ćwiczenia. Ten poranny czas został spędzony bardzo aktywnie, dopinaliśmy mianowicie na ostatni guzik nasze układy taneczne i kręgosłupy. Pokaz taneczny rozpoczął się tuż po drugim śniadaniu. Najpierw byliśmy my, czyli starsi. Zatańczyliśmy po trzy krótkie tańce: cha-cha, samba i jive, w tej kolejności. Później przyszła kolej na maluszki, które popisały się z przy remixie baletu, hip- hopu i Micheala Jacksona. Potem każdy robił to, na co miał ochotę, aż do obiadu, na który były paluszki rybne i krupnik.
Kolejnym punktem programu, zaplanowanego na dziś, była odległa forma podchodów. Podzieliliśmy się na dwie drużyny, ale zamiast gonić siebie nawzajem, poszliśmy w dwie przeciwne strony, by rozwiązywać wcześniej już przygotowane zadania. Zajęło nam to mniej więcej dwie godziny. Ale to jeszcze nie koniec atrakcji. Tuż po podwieczorku poszliśmy na boisko, by oglądać pokaz brazylijskich sztuk walki capoeira. Prowadzący sporo mówił o ich pochodzeniu, ale ja myślę, że to wszystko można skrócić do zwykłego stwierdzenia, że wzięło się to od afrykańskich niewolników, którzy szukali sposobu, jak się obronić przed żołnierzami. ¬Uczyliśmy się potem robić jeszcze gwiazdy i salta (po prostu staliśmy na rękach).
Na sam koniec dnia była (a w zasadzie to wciąż jest) pożegnalna dyskoteka. Nie wiem, co tam się dzieje na dole, ale wygląda na to, że dzieci się naprawdę dobrze bawią .
Zapomniałam jeszcze dodać, że tuż przed pokazem dostaliśmy nasze koszulki obozowe i to właśnie w nich tańczyliśmy. Tego roku są mocno zielone, ale prezentują się o wiele lepiej, niż tego można by się spodziewać .
Magda & Paweł

Kochane dzieciaki, bez nacisków z mojej strony, same siadają do komputera i relacjonują mijający dzień. Właśnie miałem zacząć pisać, a tu – niespodzianka! Rzeczywiście dzień był pracowity. Nie udało nam się tylko zrealizować obserwacji „spadających gwiazd”. Dzisiejszej nocy Ziemia przechodzi przez rój Perseidów (czy jak im tam) i byłaby szansa na obserwacje. Ale do tego potrzebne jest czyste niebo, którego niestety zabrakło.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Dzień 11,
Czwartek

Po orzeźwiających porannych biegach i rozruchu jak i wielce
sycącym śniadaniu zostaliśmy poinformowani o zaplanowanej na dzisiaj
wycieczce na Prządki. Przyjęliśmy tę informację z wielkim entuzjazmem
*wklej tu sarkazm*. Wycieczka w pełni spełniła nasze oczekiwania:
przeszliśmy szmat drogi, obejrzeliśmy trzy skały po czym zaczęliśmy
tułaczkę powrotną do domu. W domu czekał na nas gorący a zarazem
wyśmienity obiad, który zjedliśmy ze smakiem (rosół i pizza). Po obiedzie
nastąpił czas na wyczekiwane przez wszystkich ćwiczenia i tańce z panem
Adamem, na których doszlifowywaliśmy nasze układy do perfekcji (załóżmy że
tak też się stało). Później nastąpiła rzecz niespodziewana. Do kolacji
została jeszcze godzina i ta ilość wolnego czasu tak nas przestraszyła, że
sami dobrowolnie zaczęliśmy grać w siatkówkę. Zanim zeszliśmy na jedzenie,
zdążyliśmy rozegrać kilka meczy. Na kolację dostaliśmy resztki pizzy i
dwie sałatki. Z braku innych możliwości zaraz potem otrzymaliśmy dokładne
wytyczne co do mycia się i zeszliśmy na salę, by obejrzeć kolejny
nastolatkowy film. Tak to wszystko dzisiaj właśnie wyglądało
.
Paweł (z małą pomocą dziewczyn)

środa, 10 sierpnia 2011

Dziewiąty dzień, wtorek 9 sierpnia
Nareszcie nadszedł ten dzień, w którym pojechaliśmy do Krosna. Dzień wyczekiwany zapewne przez każdy kolejny turnus, czas zakupów (i zwiedzania). Zanim jednak trafiliśmy na dobrze znany nam krośnieński Rynek, udaliśmy się do huty szkła. Tam oprowadzał nas sam właściciel- pan Henryk. Obejrzeliśmy galerię szklanych tworów, wykonanych zarówno przez niego, jak i jego uczniów. Był tam między innymi największy zbiór żab i jaszczurek na całym świecie. Pan Henryk dużo opowiadał o swoich osiągnięciach, dokąd jeździł na wystawy, ile osiągnął podczas tych 36 lat tworzenia własnej firmy. Samej produkcji jednak nie zobaczyliśmy, odbyła się jedynie krótka prezentacja, jak zrobić karafkę (pan Henryk uprzedził nas jednak, że podobne rzeczy są dla niego zbyt przyziemne).
Po kolejnych minutach, spędzonych w busie, trafiliśmy na Rynek, gdzie potulnie zjedliśmy swoje drugie śniadanie. Zgodnie z tradycją, większość osób poszła następnie do spożywczego. Anonimy zaopatrzyły się dla przykładu w 10 litrów pepsi i 4 paczki chipsów. Tożsamości nie zdradzamy ze względów oczywistych. Po odwiedzeniu ,,Małego Robinsona” i kilku innych atrakcji, wróciliśmy z powrotem do naszego Piekiełka.
Na obiad było spaghetti bolognese lub carbonara, z kukurydzą lub bez. Jako pierwsi na sali ćwiczyli młodsi. Starsi poszli sobie potańczyć. Później nastąpiła nieoczekiwana zmiana i to nas pani Zosia piłowała sznurkami i klękami. Na sam koniec dnia wszyscy poszliśmy na tyrolkę, gdzie bawiliśmy się aż do kolacji (gotowana kukurydza z masłem). Kiedy wszyscy byli już najedzeni, większość osób podążyła na boisko. Zabawa trwała aż do chwili, gdy fioletowe chmury pojawiły się na horyzoncie, wieszcząc burzę. Reszta zdążyła jeszcze raz pojeździć w uprzęży.
Ogólnie podsumowując, ten dzień był naprawdę udany, zarówno pod względem zajęć jak i pogody. Oby jutrzejszy był jeszcze lepszy.
Magda & Magda (Marysia i Gosia)