Ósmy i dziewiąty dzień w Piekle, 21-22.08.
W niedzielę staramy się odpocząć, wobec czego nie ma zajęć . To znaczy są ale inne niż co dzień. Nazwijmy je „ratunkowe”, czyli staramy się zająć czas osobnikom nudzącym się i nie potrafiącym samemu wykorzystać wolnych godzin. Nie było żadnych męczących ćwiczeń, pieszych wycieczek itp. Dla większości niedziela była dniem plażowym. Z ciekawszych wydarzeń należy odnotować lokalną, udaną próbę bicia rekordu ilości gitar grających jednocześnie Hey Joe Hendrixa . Jeśli dobrze policzyłem, było pięć gitar, banjo i kontrabas. Jak na nasze wyludnione Piekło to niezły wynik.
Przyplątał nam się jakiś wirus, prawdopodobnie przywieziony skądś do Piekła. Pierwsze zareagowały moje osobiste dzieci a później kilkoro wspólnych. Objawia się bólem gardła, czasem kaszlem i w dwóch przypadkach, nieznacznie podwyższoną temperaturą. Dzisiaj mieliśmy chyba (oby) apogeum zjawiska.
Kilku chłopców spało tej nocy w namiotach – przeżyli.
Nareszcie upały pozwalają cieszyć się prawdziwie wakacyjną atmosferą. Poniedziałkowe zajęcia tańca odbyły się częściowo w wodzie (waterrobic?), podobnie jak powrót z wycieczki do Odrzykonia. Niektórzy wskakiwali do basenu w ubraniach, chłodząc się po męczącym podejściu na naszą górę. Może powinienem wspomnieć, że dom stoi sobie daleko poza wsią, samotnie, w miejscu, gdzie nikt nie chciał mieszkać i tylko bieda zmuszała ludzi do takich decyzji. Kiedy tylko nadarzała się okazja, mieszkańcy uciekali na dół, gdzie łatwiej było żyć. Dalej tak robią, chociaż ci, którzy zostali odchodzą z Piekła idąc zazwyczaj w swoją ostatnią drogę. Młodzi dawno zwiali. Jedynym wyjątkiem w tym zjawisku jest nasza rodzina, która obecnie stanowi blisko połowę mieszkańców przysiółka. Jedyne od wielu lat dzieci, które się tu urodziły, to nasze dzieci. Dla nas to miejsce nie jest zsyłką a najpiękniejszą wyspą wśród świata, jaki wszyscy dobrze znamy. Jeśli przebywające tutaj dzieci zauważą chociaż niewielki kawałek tej „wyjątkowości”, chcą zazwyczaj wracać i zdarzało się już, że potrafiły wprost powiedzieć, że w przyszłości chciałyby mieszkać w takim miejscu (pozdrowienia dla Janka „Kreta” Rosnera i Adasia Buśko!). Odbiegłem od głównego wątku, którym było męczące podejście pod górę – w takim momencie łatwo zrozumieć motywację tych co się wyprowadzili. Celem wycieczki były kapliczki odrzykońskie, których jest mnóstwo a każda ma swoją historię, sens i intencję postawienia. Z zebranych materiałów spróbujemy zrobić albumik.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
sobota, 20 sierpnia 2011
Dzień piąty, szósty i siódmy, 18 – 20 sierpnia
Seria drobnych wydarzeń zaburzyła regularność wpisów. Zaczęło się od czasowego „zaginięcia” aparatu fotograficznego, który w cudowny sposób odnalazł się sam, pomimo wcześniejszego, wielokrotnego przeszukiwania całego domu. Mamy sobotę, jest wieczór i wszystko wróciło do równowagi. Na naszej sali gimnastycznej trwa dyskoteka, za oknem grają świerszcze, nieco podziębione chłodniejszymi ostatnio nocami. Na niebie resztki czerwonego zachodu słońca a w kalendarzu rozpoczął się ostatni tydzień naszych pracowitych wakacji. Ostatnie dni były bardzo ciepłe i jedynie dzisiaj zrobiło się trochę chłodniej, zaś wczorajsza, wieczorna burza odstraszyła amatorów biwakowania w lesie. Muszą poczekać do jutra.
Zapewne już wspominałem kiedyś, że każda grupa ma swoją specyfikę i różni się od pozostałych. Jednym z przykładów na działanie tego zjawiska jest np. boisko do siatkówki, które rok temu zaczęło funkcjonować koło domu i przez całe poprzednie wakacje było wykorzystane najwyżej dwa razy. W tym roku jest eksploatowane w każdej wolnej chwili i bez namawiania z naszej strony. Obecny turnus zagospodarowuje sobie każdy moment pomiędzy zajęciami i robi wrażenie, że codziennie brakuje im kilku godzin dnia aby nacieszyć się swoim towarzystwem. Ta uwaga dotyczy raczej starszej części uczestników. Mamy tez młodszych, którzy zdobywają dopiero umiejętność przebywania i współdziałania w grupie. Są bardzo dzielni i dają sobie radę. I , co bardzo ważne dla rodziców a nam ułatwia życie, są po prostu grzeczni.
Za nami pierwszy tydzień turnusu. Myślę, że był dla wszystkich męczący fizycznie. Jutrzejsza niedziela da nam trochę odpocząć od codziennych zajęć. Jutro , poza niezbędnym minimum, nie mamy przewidzianych żadnych działań . Odpoczywamy bawiąc się na luzie jak kto ma ochotę. Czyli dzieci decydują co będą robić. Jedyni poszkodowani w tych warunkach, to grupka Intensywnie Walczących ze Skoliozą. Im chyba gimnastyka się nie „upiecze”.
Seria drobnych wydarzeń zaburzyła regularność wpisów. Zaczęło się od czasowego „zaginięcia” aparatu fotograficznego, który w cudowny sposób odnalazł się sam, pomimo wcześniejszego, wielokrotnego przeszukiwania całego domu. Mamy sobotę, jest wieczór i wszystko wróciło do równowagi. Na naszej sali gimnastycznej trwa dyskoteka, za oknem grają świerszcze, nieco podziębione chłodniejszymi ostatnio nocami. Na niebie resztki czerwonego zachodu słońca a w kalendarzu rozpoczął się ostatni tydzień naszych pracowitych wakacji. Ostatnie dni były bardzo ciepłe i jedynie dzisiaj zrobiło się trochę chłodniej, zaś wczorajsza, wieczorna burza odstraszyła amatorów biwakowania w lesie. Muszą poczekać do jutra.
Zapewne już wspominałem kiedyś, że każda grupa ma swoją specyfikę i różni się od pozostałych. Jednym z przykładów na działanie tego zjawiska jest np. boisko do siatkówki, które rok temu zaczęło funkcjonować koło domu i przez całe poprzednie wakacje było wykorzystane najwyżej dwa razy. W tym roku jest eksploatowane w każdej wolnej chwili i bez namawiania z naszej strony. Obecny turnus zagospodarowuje sobie każdy moment pomiędzy zajęciami i robi wrażenie, że codziennie brakuje im kilku godzin dnia aby nacieszyć się swoim towarzystwem. Ta uwaga dotyczy raczej starszej części uczestników. Mamy tez młodszych, którzy zdobywają dopiero umiejętność przebywania i współdziałania w grupie. Są bardzo dzielni i dają sobie radę. I , co bardzo ważne dla rodziców a nam ułatwia życie, są po prostu grzeczni.
Za nami pierwszy tydzień turnusu. Myślę, że był dla wszystkich męczący fizycznie. Jutrzejsza niedziela da nam trochę odpocząć od codziennych zajęć. Jutro , poza niezbędnym minimum, nie mamy przewidzianych żadnych działań . Odpoczywamy bawiąc się na luzie jak kto ma ochotę. Czyli dzieci decydują co będą robić. Jedyni poszkodowani w tych warunkach, to grupka Intensywnie Walczących ze Skoliozą. Im chyba gimnastyka się nie „upiecze”.
środa, 17 sierpnia 2011
Czwarty dzień, środa 17 sierpnia
Wróciło lato. Poranek cichy i mglisty (bardzo mglisty) próbował nas oszukać, ale jest coś takiego w otoczeniu, że można być pewnym pięknej pogody pomimo złych pozorów. Wykorzystaliśmy ten dzień do wypróbowania obozowiczów, czy nadają się do pieszych wędrówek po okolicy. Niestety, niektórzy są bardzo słabi i plany odwiedzenia kilku ciekawych miejsc, musimy zweryfikować i zorganizować to inaczej. Ich słabość polega na braku znajomości zjawiska wysiłku i szybkim znużeniu, które tak naprawdę niewiele ma wspólnego ze zmęczeniem. Dostosujemy się do możliwości dzieci i spróbujemy ich powoli oswajać z większą ilością intensywnego ruchu. Jednym z bardzo dobrych sposobów jest nasza tyrolka. W jedną stronę jedzie się około dwustu metrów, ale wrócić trzeba pod górę, na własnych nogach. Kilkukrotny przejazd i powrót sumuje się na całkiem poważne przewyższenie, pokonane w sposób emocjonujący i bez narzekania. Większość naszych działań to aktywność fizyczna. W programie mamy również muzykę i plastykę, i formy teatralne, i wiele innych, ale próbujemy nadrobić zaległości w rozwoju ruchowym u naszych dzieci. Od śniadania do ciszy nocnej zorganizowane są zajęcia o charakterze ruchowym. Dopiero brzydka pogoda wygania nas pod dach i zajmujemy się czymś bardziej statycznym. W nadchodzących dniach brzydka pogoda nam nie grozi, więc w końcu mamy prawdziwe wakacje i zanosi się na to, że ostatni turnus będzie miał najwięcej słońca.
Wróciło lato. Poranek cichy i mglisty (bardzo mglisty) próbował nas oszukać, ale jest coś takiego w otoczeniu, że można być pewnym pięknej pogody pomimo złych pozorów. Wykorzystaliśmy ten dzień do wypróbowania obozowiczów, czy nadają się do pieszych wędrówek po okolicy. Niestety, niektórzy są bardzo słabi i plany odwiedzenia kilku ciekawych miejsc, musimy zweryfikować i zorganizować to inaczej. Ich słabość polega na braku znajomości zjawiska wysiłku i szybkim znużeniu, które tak naprawdę niewiele ma wspólnego ze zmęczeniem. Dostosujemy się do możliwości dzieci i spróbujemy ich powoli oswajać z większą ilością intensywnego ruchu. Jednym z bardzo dobrych sposobów jest nasza tyrolka. W jedną stronę jedzie się około dwustu metrów, ale wrócić trzeba pod górę, na własnych nogach. Kilkukrotny przejazd i powrót sumuje się na całkiem poważne przewyższenie, pokonane w sposób emocjonujący i bez narzekania. Większość naszych działań to aktywność fizyczna. W programie mamy również muzykę i plastykę, i formy teatralne, i wiele innych, ale próbujemy nadrobić zaległości w rozwoju ruchowym u naszych dzieci. Od śniadania do ciszy nocnej zorganizowane są zajęcia o charakterze ruchowym. Dopiero brzydka pogoda wygania nas pod dach i zajmujemy się czymś bardziej statycznym. W nadchodzących dniach brzydka pogoda nam nie grozi, więc w końcu mamy prawdziwe wakacje i zanosi się na to, że ostatni turnus będzie miał najwięcej słońca.
3 dzień V turnusu
Trzeci dzień, wtorek 16 sierpnia 2011
W nocy obudziła nas potężna ulewa i przechodząca gdzieś w oddali burza. Na szczęście, po porannej mżawce nastał całkiem ładny dzień. Patrząc na długoterminowe prognozy pogody, był to ostatni deszcz w te wakacje. Jedno zjawisko zaczyna nam trochę przeszkadzać – szczególnie wieczorami – komary, których do tej pory u nas nie było. Są gatunkiem rzadko występującym w tych stronach i myślę, że mieszkańcy np. Warszawy bardzo chcieliby mieć taki z nimi problem, jak my. Siedzę teraz przy otwartym na oścież balkonie (godzina 22.00) i żaden mnie jeszcze nie zaatakował, ale wieczorem podczas działań na tyrolce, próbowały nas kąsać
Zapewne ktoś mógłby się zastanawiać, o czym ten facet pisze, nie ma innych problemów, tylko komary? No właśnie, jak na razie, na tym turnusie nie ma innych problemów. Kogoś bolał nadgarstek, więc zdiagnozowaliśmy problem w szpitalu i okazuje się, że problemu nie ma. Ból powinien niedługo ustąpić. Grupa integruje się w szybkim tempie (tym bardziej, że większość to starzy znajomi) i chyba stworzą sympatyczną ekipę, w której nie będą rodzić się sztuczne problemy – jak to czasem bywa. Nasz największy wróg – tęsknota, też jeszcze się nie uaktywnił. Nasze pociechy już są w łóżkach i sądząc po ciszy w pokojach, zmęczone całym, aktywnie spędzonym dniem, szybko usną.
W nocy obudziła nas potężna ulewa i przechodząca gdzieś w oddali burza. Na szczęście, po porannej mżawce nastał całkiem ładny dzień. Patrząc na długoterminowe prognozy pogody, był to ostatni deszcz w te wakacje. Jedno zjawisko zaczyna nam trochę przeszkadzać – szczególnie wieczorami – komary, których do tej pory u nas nie było. Są gatunkiem rzadko występującym w tych stronach i myślę, że mieszkańcy np. Warszawy bardzo chcieliby mieć taki z nimi problem, jak my. Siedzę teraz przy otwartym na oścież balkonie (godzina 22.00) i żaden mnie jeszcze nie zaatakował, ale wieczorem podczas działań na tyrolce, próbowały nas kąsać
Zapewne ktoś mógłby się zastanawiać, o czym ten facet pisze, nie ma innych problemów, tylko komary? No właśnie, jak na razie, na tym turnusie nie ma innych problemów. Kogoś bolał nadgarstek, więc zdiagnozowaliśmy problem w szpitalu i okazuje się, że problemu nie ma. Ból powinien niedługo ustąpić. Grupa integruje się w szybkim tempie (tym bardziej, że większość to starzy znajomi) i chyba stworzą sympatyczną ekipę, w której nie będą rodzić się sztuczne problemy – jak to czasem bywa. Nasz największy wróg – tęsknota, też jeszcze się nie uaktywnił. Nasze pociechy już są w łóżkach i sądząc po ciszy w pokojach, zmęczone całym, aktywnie spędzonym dniem, szybko usną.
wtorek, 16 sierpnia 2011
Zapomniany wpis z niedzieli.
14 dzień, niedziela 14 sierpnia
Jak zwykle, czternasty dzień staje się pierwszym dla kolejnego turnusu. Wstajemy wcześniej, tak aby wyjechać z Odrzykonia o 7.30 i tak też się stało. Na miejscu została tylko grupa trzech osób „spadochroniarzy” z poprzedniego turnusu i dwoje odbieranych przez rodziców. Pojawiło się też rodzeństwo trojga stałych bywalców, którzy przyjechali z rodzicami bawiąc wcześniej w naszych stronach. Mieli dzień dla siebie, Krosno, pizza itp. Czwarty turnus przeszedł do historii i można już dokonać oceny. Z całą pewnością był udany – podobnie jak poprzednie. Obyło się bez chorób, kontuzji, problemów. Jeden bolący palec u stopy, po prześwietleniu, okazał się zdrowy jak pozostałe dziewięć. Trwający przez całe dwa tygodnie konkurs czystości wygrały młodsze dziewczynki, zdobywając w nagrodę po słoiku miodu. Kto był na drugim biegunie można sobie wydedukować czytając uważnie słowa - „młodsze dziewczynki”.
W codziennych opisach umknęło nam warte wspomnienia wydarzenie, które miało miejsce ostatnio. Któregoś dnia wieczorem przyjechał na rowerze, odbywający podróż przez Polskę i Czechy, Krzysiek – kilkukrotny uczestnik naszych wakacji. Spędził u nas dwa dni i pojechał dalej. To miłe, że pamiętał, że dobrze nas wspominał i że był pewien schronienia pod naszym dachem. Wracaj bezpiecznie do domu chłopaku z charakterem!
A my rozpoczynamy nowy etap bieżących wakacji.
Jak zwykle, czternasty dzień staje się pierwszym dla kolejnego turnusu. Wstajemy wcześniej, tak aby wyjechać z Odrzykonia o 7.30 i tak też się stało. Na miejscu została tylko grupa trzech osób „spadochroniarzy” z poprzedniego turnusu i dwoje odbieranych przez rodziców. Pojawiło się też rodzeństwo trojga stałych bywalców, którzy przyjechali z rodzicami bawiąc wcześniej w naszych stronach. Mieli dzień dla siebie, Krosno, pizza itp. Czwarty turnus przeszedł do historii i można już dokonać oceny. Z całą pewnością był udany – podobnie jak poprzednie. Obyło się bez chorób, kontuzji, problemów. Jeden bolący palec u stopy, po prześwietleniu, okazał się zdrowy jak pozostałe dziewięć. Trwający przez całe dwa tygodnie konkurs czystości wygrały młodsze dziewczynki, zdobywając w nagrodę po słoiku miodu. Kto był na drugim biegunie można sobie wydedukować czytając uważnie słowa - „młodsze dziewczynki”.
W codziennych opisach umknęło nam warte wspomnienia wydarzenie, które miało miejsce ostatnio. Któregoś dnia wieczorem przyjechał na rowerze, odbywający podróż przez Polskę i Czechy, Krzysiek – kilkukrotny uczestnik naszych wakacji. Spędził u nas dwa dni i pojechał dalej. To miłe, że pamiętał, że dobrze nas wspominał i że był pewien schronienia pod naszym dachem. Wracaj bezpiecznie do domu chłopaku z charakterem!
A my rozpoczynamy nowy etap bieżących wakacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)