Ostatniej nocy mieliśmy lekkiego stracha obserwując rozbłyskujące w okolicy niebo. Burze dotarły do nas jedynie (na szczęście) na odległość głosu. Rankiem pozostało po nich lekko zaciągnięte niebo, dzięki czemu słońce nie prażyło tak dotkliwie jak ostatnio. W tych warunkach, ale dopiero wieczorem chłopcy zdecydowali się pójść na boisko pograć w piłkę. Ciekawym zjawiskiem , nie notowanym u nas dotychczas, jest „pracownia krawiecka”, w której terminuje większość dzieci. Wśród stosów materiałów, wełny , waty etc. trwa produkcja przytulanek. Często taki krawiec ma mokre włosy i siedzi w mokrych majtkach, bo – po pierwsze - właśnie wyszedł z basenu i – po drugie – zaraz do niego wraca.
Czy to prawda, że ma być jeszcze cieplej????
W trakcie pobytu dzieci u nas, stykamy się z wieloma zjawiskami, często bardzo złożonymi. Ich najważniejszą cechą jest chyba dynamika zmian. Bywa, że nie zdążymy zastanowić się co zrobić z problemem, a już sprawa umiera w naturalny sposób. Czy w tej grupie są problemy? Jeżeli, to niewielkie, na poziomie drobnej kłótni rówieśników. Cóż, obcowanie w zespole wymaga elastyczności. Jak się jej nauczyć, jak nie podczas obcowania w zespole?
Nadszedł czas świerszczy, wczorajszej nocy odzywały się nieśmiało pojedyncze sztuki. Teraz (23.25) grają już w zespole kameralnym. Do końca tygodnia będziemy mieli orkiestrę symfoniczną.
czwartek, 15 lipca 2010
wtorek, 13 lipca 2010
Piąty dzień.
Kolejny dzień kanikuły, w związku z czym w dalszym ciągu nie ma mowy o eskapadach. Dzieci buntują się przeciwko tańcom w i zajęciom fizycznym w nieprzewiewanej sali, która i tak jest najchłodniejszym miejscem na obozie. Opiekunowie szukają konsensusu i w rezultacie zamiast ognistej samby tańczymy spokojnego walca angielskiego, a Pani Zosia postawiła na rozciąganie, rezygnując z ćwiczeń siłowych. Woda w basenie osiągnęła 29 0C i dzieci korzystają do woli, co zaostrza ich apetyt. Na obiad była zupa ogórkowa i spaghetti do wyboru: bolognese lub carbonara. Wszystko zostało spałaszowane w zastraszającym tempie, w celu jak najszybszego powrotu do wody i na trampolinę. Po kolacji, ku niezadowoleniu niektórych jednostek, Pan Bartek wymusił kąpiel z użyciem mydła, zaś szczęśliwcy, którzy przeszli ten proceder mogli zejść do sali na karaoke. Bawiliśmy się świetnie, szkoląc kunszt śpiewacki, aby dobrze wypaść w studio przy nagrywaniu wspólnej płyty. W tym momencie wszyscy obozowicze leżą już w łóżkach, utulani do snu wiatrakami i chłodnym nocnym powietrzem, wpadającym przez otwarte na oścież okna i tylko uporczywe nawoływania derkacza nie pozwalają nam zapomnieć, że nie jesteśmy w raju!
Wpis Hani i Ewy.
Czwarty dzień.
Upał w dalszym ciągu. Zajęcia staramy się organizować pod dachem, w cieniu lub w wodzie. Zrezygnowaliśmy z pieszych wycieczek, nawet krótkich – co bardzo odpowiada dzieciom – ze względu na zbyt wysoką temperaturę i dokuczliwe owady. W ostatnich dniach pojawiła się plaga gryzących gzów. O ile nie są zbyt uciążliwe koło domu, w lesie rządzą niepodzielnie. Komary przy nich to jak pekińczyk przy brytanie. Zajęć i tak nie brakuje, zaczęliśmy malować, rzeźbić, kleić modele, śpiewać i zapewne, jak zwykle, nie wszystko zdążymy skończyć, gdy zaskoczy nas dzień wyjazdu.
Coś się odblokowało z jedzeniem. Dotychczasowe niejadki zaczęły dzisiaj pochłaniać pokarm niczym ciężko pracujący koń, co nas tylko cieszy. Godzinę po kolacji zaczęło się ognisko z zabawami i grami a także z kiełbaską do upieczenia. Zjedzono wszystko, nawet te kawałki, które spadły z patyka i wydawało się, że są stracone.
Wszystko powoli zaczyna wchodzić na swoje tory, każdy wie co , jak i gdzie. Jeszcze dwa, trzy dni i będą jak u siebie w domu, a może raczej jak u cioci?
I znowu mamy noc, wszyscy śpią a ja wykonuję moją ostatnią pracę na dziś i, o dziwo, nie uderzyłem jeszcze ani razu głową w klawiaturę, co mi się zdarzało na poprzednim turnusie. Czyżbym się dostosował?, a może dzieci nas mniej eksploatują?
poniedziałek, 12 lipca 2010
Trzeci dzień
Niedziela zazwyczaj była dniem odpoczynku, ale po czym tu odpoczywać trzeciego dnia? Rano kościół dla chętnych, zabawy integracyjne dla wszystkich i wobec upału - chłodzenie w basenie i zabawy w cieniu sadu. Obiad potwierdził tezę, że jedzą bardzo mało – ta informacja nie dotyczy kanapek z Nutellą i lodów. Po obiedzie zupełnie „nieniedzielna” gimnastyka i dla drugiej grupki tańce z p. Adamem. Po przerwie wymiana grup. Tańce to nasz nowy pomysł na te wakacje. Duża ostatnio popularność tej formy aktywności skłoniła nas do próby wprowadzenia zajęć tanecznych, jako stałego elementu pobytu. Czy zostanie zaakceptowana? To zależy od wielu czynników. Jednym z czynników jest właśnie Adam. Taniec spełnia jeszcze jedną funkcję, bardzo przydatną w terapii skolioz p. Zosi – rozciąga i wzmacnia co trzeba, intensyfikując ukradkiem zajęcia korekcyjne. A w wolnej chwili plum do basenu!!.
Cisza nocna dla kilkunastu zainteresowanych osób zaczęła się dopiero po finałowym meczu M.Ś. Nie było problemu z namawianiem do snu i uciszaniem , co się czasami zdarza. Cisza w domu, nic jej nie zakłóca, najbliższa droga daleko w dole a u nas tylko jakiś nocny ptak wydaje odgłosy, jakby ktoś rytmicznie i niestrudzenie grał na tarce. Czytających bloga proszę o pomoc w rozszyfrowaniu tej zagadki – czy to derkacz, czy też rzekotka drzewna (odzywa się też w ciągu dnia – ze stałego miejsca)? Czekam na pytanie ze strony któregoś z dzieci … proszę pana co tak trzeszczy?.... i będę się musiał wykazać.
niedziela, 11 lipca 2010
Zaczęliśmy drugi turnus.
Blog rusza z dwudniowym „poślizgiem”, za co przepraszamy tęskniących rodziców. Zamieszanie w pierwszej dobie nowego turnusu spycha tematy drugoplanowe w kolejkę spraw do załatwienia.
Podróż przebiegła bez przeszkód i zgodnie z planem. Miłą niespodzianką pod koniec był wybuch radości w chwili, gdy przed nami ukazał się nasz dom w Odrzykoniu. Kilkoro stałych bywalców naprawdę cieszyło się, że znowu tutaj są. Wieczór po podróży upłynął na niezbędnych sprawach organizacyjnych i na zakwaterowaniu uczestników zgodnie z sugestiami i prośbami. Udało się!
Pierwsza noc, pierwsze wrażenie i pierwsze obserwacje grupki pozwalają mieć nieśmiałą nadzieję, że nie będziemy mieć więcej pracy i problemów niż zazwyczaj. Jeśli tylko relacje między nimi będą układać się prawidłowo, wszystko będzie OK.
Najważniejsze różnice w porównaniu z poprzednią grupą: nie ciągnie ich na boisko i mniej jedzą.
Pojawiły się też pierwsze tęsknoty. Atakują zazwyczaj wieczorem, przeważnie w chwili wolnej od zajęć , ale potrafią też wystąpić nagle w trakcie zabawy. Objawiają się różnie – bólem brzucha, głowy, czasem nogi , łzawieniem oczu. Na szczęście są na to sposoby – zaczarowana herbata (melisa), przytulenie przez panią Zosię, lub chwilowo trochę większe prawa i np. zabawa z Wawrzyńcem i Michałem – stałymi mieszkańcami domu, którzy potrafią wyciągnąć rówieśnika z depresji.
W grupie ujawniły się też jednostki wybitnie aktywne, do których tęsknota nie potrafi znaleźć dojścia i, być może, ten przykład przyśpieszy adaptację bardziej nieśmiałych. A kim sa ci wybitnie aktywni? – proszę rodziców, aby sami spróbowali odpowiedzieć na to pytanie.
Podróż przebiegła bez przeszkód i zgodnie z planem. Miłą niespodzianką pod koniec był wybuch radości w chwili, gdy przed nami ukazał się nasz dom w Odrzykoniu. Kilkoro stałych bywalców naprawdę cieszyło się, że znowu tutaj są. Wieczór po podróży upłynął na niezbędnych sprawach organizacyjnych i na zakwaterowaniu uczestników zgodnie z sugestiami i prośbami. Udało się!
Pierwsza noc, pierwsze wrażenie i pierwsze obserwacje grupki pozwalają mieć nieśmiałą nadzieję, że nie będziemy mieć więcej pracy i problemów niż zazwyczaj. Jeśli tylko relacje między nimi będą układać się prawidłowo, wszystko będzie OK.
Najważniejsze różnice w porównaniu z poprzednią grupą: nie ciągnie ich na boisko i mniej jedzą.
Pojawiły się też pierwsze tęsknoty. Atakują zazwyczaj wieczorem, przeważnie w chwili wolnej od zajęć , ale potrafią też wystąpić nagle w trakcie zabawy. Objawiają się różnie – bólem brzucha, głowy, czasem nogi , łzawieniem oczu. Na szczęście są na to sposoby – zaczarowana herbata (melisa), przytulenie przez panią Zosię, lub chwilowo trochę większe prawa i np. zabawa z Wawrzyńcem i Michałem – stałymi mieszkańcami domu, którzy potrafią wyciągnąć rówieśnika z depresji.
W grupie ujawniły się też jednostki wybitnie aktywne, do których tęsknota nie potrafi znaleźć dojścia i, być może, ten przykład przyśpieszy adaptację bardziej nieśmiałych. A kim sa ci wybitnie aktywni? – proszę rodziców, aby sami spróbowali odpowiedzieć na to pytanie.
Na zakończenie turnusu I - dzień 13 ( spóźniony o dwa)
Trzynasty dzień – to już koniec?
Dzień podsumowań, zakończeń, pożegnań. Tak więc zaraz po śniadaniu p. Zosia zaatakowała wszystkich końcową terapią i jakimś morderczym sprawdzianem. Na szczęście ten turnus nie jest „problematyczny skoliotycznie”, czyli praca włożona we własną „prostość”, w ciągu ostatnich dwóch tygodni, okazała się wystarczająca.
Po drugim śniadaniu, druga pani (Beata) poprowadziła ostatnie zajęcia taneczne i zaraz po nich wielki finał – trzy zbiorowe układy, każdy do innego rodzaju muzyki. Widownia, składająca się z personelu była oniemiała z podziwu.
Ostatni mecz po ostatnim obiedzie. Szybkie kończenie , a następnie pakowanie prac tworzonych od dłuższego czasu i podwieczorek, na którym pożegnaliśmy Aleksa – kolegę przyjeżdżającego do Piekła od wielu lat aż zza Atlantyku. Pakowanie walizek, poszukiwania zaginionych rzeczy – ogólnie, spore zamieszanie. Po kolacji obejrzeliśmy zdjęcia zrobione podczas turnusu, a po pokazie koncert, na który zabrakło czasu wcześniej.
Cisza nocna o 22.00 i trzeba się wyspać, bo rano wstajemy i wracamy do domu.
Do zobaczenia następnym razem!!1
P.S. Blog pisany jest nocami, w stanie częściowego wyeksploatowania mózgu po całym dniu. Jeśli brakuje w nim polotu, czy głębszych warstw, to jest to uzasadnione. Mamy nadzieję, że spełnił rolę jako dziennik pobytu widziany oczyma opiekunów. Na opisanie wielu spraw zabrakło czasu i sił. Dzieci opowiedzą resztę.
czwartek, 8 lipca 2010
Dwunasty dzień.
We wtorek wieczorem rozlało się na dobre. Padało całą noc i poranek przywitał nas szumem deszczu, mgłami w dolinach i chłodem. Pierwszy raz musieliśmy zjeść śniadanie ( i pozostałe posiłki też) w domu. Dotychczas udawało się to na zadaszonym tarasie przy domu.
Po codziennych porannych procedurach, grupa wsiadła do autobusu, który zawiózł wszystkich do Krosna położonego około dziesięciu kilometrów od Piekła. Nagranie przygotowanych utworów i zakupy w okolicy zabytkowego rynku trwały do obiadu.
W studiu nagrań byliśmy nie po raz pierwszy. Jeśli tylko grupa jest rozśpiewana rezerwujemy termin i nagrywamy płytę. Jak wyszła ta dzisiejsza? Nieźle. Niektóre utwory wykonane są bardzo dobrze, niektóre gorzej, ale tak naprawdę sensem jest sprawdzenie swoich sił w konfrontacji z mikrofonem, aparaturą nagłaśniającą i publicznością słuchającą na żywo a później wielokrotnie z płyty. Każdy dostanie płytę na pamiątkę i będzie mógł pochwalić się w domu.
Deszcz lał przez cały dzień do wieczora, więc dzieci po powrocie z miasta nie wystawiały nosa na dwór. Jeden z nielicznych deszczowych dni znowu przyszedł w dobrym momencie, nie niwecząc naszych planów. Wieczorem słońce rozświetliło na czerwono krajobraz, jakby chciało powiedzieć – jutro już będę z wami!
Subskrybuj:
Posty (Atom)