czwartek, 22 lipca 2010

Trzynasty dzień.


Trzynasty dzień.
Mimo powrotu ładnej pogody, zrobiło się smutno. Wszyscy wyciskają z ostatnich chwil obozu jak najwięcej i na gwałt kończą obrazy na szkle, rzeźby, hafty lub wszystkie wolne chwile spędzają w basenie i na trampolinie. Dzisiejszy dzień był również czasem podsumowań. W południe odbył się pokaz tańca, gdzie zaprezentowaliśmy jive’a, hip hop, sambę i „cztery strony świata”. Gwoździem programu był występ Ewy i Pawła, którzy zatańczyli jive’a rodem z lat pięćdziesiątych. Po obiedzie Pani Zosia zrobiła nam terapię manualną i zdjęcia, pokazujące efekty dwutygodniowych ćwiczeń. Kolacja miała uroczysty nastrój: Pan Erwin ciepło nas pożegnał i życzył miłych wakacji, dostaliśmy obozowe koszulki, a na koniec poszliśmy do sali obejrzeć zdjęcia z całego obozu. Teraz kładziemy się spać, bo jutro czeka nas ciężki poranek z pobudką o szóstej.
Wpis Ewy i Hani

środa, 21 lipca 2010

Dwunasty dzień.


Dwunasty dzień.
Letni upał znów do nas wrócił. Po zamglonym poranku znów zapanowało słońce i temperatura około 30 stopni, tak zapewne będzie do końca tego turnusu, który już niedługo. Dzisiaj jeszcze mogliśmy robić wszystko jak co dzień, nie myśleć o pakowaniu, pożegnaniach , wyjeździe. To wszystko będzie jutro. A więc były i zajęcia z tańców – ostatnie, a jutro pokaz – i mecz piłkarski, i basen i malowanie na szkle, i normalna gimnastyka. Była też ostatnia dyskoteka.
Jeszcze za wcześnie na podsumowanie, ale ta grupka nie sprawiła nam żadnych problemów – z niczym nie przesadzili i potrafili zachować umiar w każdej sprawie. Aż dziwne, bo przecież spora ich część to jeszcze całkiem małe dzieci. Może nie byli aniołkami, ale nikt na to nie liczył. Najważniejsze dla nas jest przestrzeganie podstawowych zasad ułatwiających wszystkim życie a z tego wywiązali się bardzo dobrze. Oceniamy grupy porównując do poprzedniej i trudno sobie wyobrazić, żeby następna była jeszcze spokojniejsza.
Lato w pełni. Zieleń, która do niedawna była soczysta i cieszyła oczy, wysuszona przez słońce mocno przybladła. Dzikie czereśnie najszybciej zmieniają kolor liści i już zaczęły się czerwienić. Do końca lata jeszcze dużo czasu, ale za tydzień już połowa wakacji.

poniedziałek, 19 lipca 2010


Jedenasty dzień.
Dzień, na który czekają wszyscy posiadacze sum przeznaczonych na wydanie. Po tylu długich dniach z dala od sklepów, nareszcie można oddać się przyjemności przepuszczania kasy. To, że wcześniej w studiu nagraliśmy wspólną płytę jest mało istotnym szczegółem. Płyta wyszła …hmmm. Każdy dostanie kopię.
Do studia i na zwiedzanie Krosna pojechaliśmy wynajętym busem. Pogoda jak na zamówienie – pochmurno i około dwudziestu stopni – idealnie na taką wycieczkę. Jak się dzisiaj okazało, wczorajsze burze krążące wokół nas narobiły sporo bałaganu w okolicy. Gwałtowne opady i towarzyszący im wiatr zagościły wszędzie, tylko nie u nas. U nas jedynie pokropiło w nocy – to był ten deszczyk, o który prosiliśmy. Skalę opadów można było ocenić patrząc na wzburzone i brudne wody Wisłoka przepływającego przez miasto. To znaczy, że w Beskidzie Niskim, skąd wypływa, musiało spaść bardzo dużo wody.
Niezależnie od tego jaki jest efekt nagrania, stała się rzecz najważniejsza – nastąpił AKT TWÓRCZY. Każde tego rodzaju zdarzenie rozwija bardziej niż dziesiątki wykutych stron podręcznika. Chyba nie da się ukryć, że wykorzystuję zapiski w blogu do przemycania filozofii, która nami kieruje przy pracy z dziećmi. Rodzice decydując się na powierzenie nam swoich pociech, wiedzą właściwie wszystko, co zapewniamy odnośnie strony socjalnej, programowej i każdej innej. A teraz mogą poznać , przynajmniej szczątkowo, jaka idea przyświeca nam przy doborze zajęć i dlaczego próbujemy realizować pomysły nie zawsze od razu akceptowane przez dzieci. Kluczem do zagadnienia powinna być teza Janusza Korczaka, że …dzieciom należy dostarczyć to, czego potrzebują, chociaż nie zawsze to jest to , czego chcą…..

niedziela, 18 lipca 2010

Dziesiąty dzień.

Czekaliśmy z utęsknieniem na deszcz, który według wszystkich prognoz właśnie u nas pada i co…? I gorąco, i susza jak była , tak jest. Kilkakrotnie w ciągu dnia grzmiało i straszyło burzą zmuszając nas do szybkiego zbierania zagrożonych przemoczeniem rzeczy i zamykania okien, ale zawsze przeszło bokiem. Kilkugodzinny opad odświeżyłby atmosferę, która robi się już męcząca. Może tej nocy? Nie chcemy burzy tylko deszczyk!!!
Niedziela to dzień odpoczynku. Bardzo często ten odpoczynek jest iluzją - dzieci, które mają zbyt wiele czasu zaczynają mieć własne sposoby na jego zagospodarowanie, przeróżne sposoby. Znając ten problem, zawsze trzeba mieć w zanadrzu plan awaryjny, czyli różne pomysły na zajęcia. Dzisiaj te pomysły właściwie nie były wykorzystane. Wszyscy bardzo ładnie potrafili zająć się sobą. Znając już dobrze miejsce, w którym spędzają wakacje zajęli się swoimi sprawami w sposób zadziwiająco nieabsorbujący dla opiekunów. Nasza rola ograniczyła się do pomocy i towarzyszenia dzieciom w tym co robiły. Nareszcie był czas na lenistwo i własną zabawę. Najbardziej poszkodowani byli ci, którzy muszą ćwiczyć codziennie, lecz aby poczuli, że to jednak niedziela, gimnastyka prowadzona była w wodzie. Sporo czasu spędziliśmy na przygotowaniu się do jutrzejszej wizyty w studiu nagrań. Okazało się też, że mamy u siebie dzieci uzdolnione muzycznie a ponieważ w domu jest fortepian i inne instrumenty, była okazja do spontanicznego koncertu. Podsumowując kolejny dzień można cichutko zaryzykować stwierdzenie, że chcielibyśmy żeby wszystkie turnusy mijały tak spokojnie…….Ciiiii

sobota, 17 lipca 2010


Dziewiąty dzień.
Ekipa z namiotów obudziła się przed szóstą i zaczęła tak hałasować, że po chwili nikt nie spał. Podobno im się nudziło. Myślę, że prawdziwy diabeł to wcale nie ten co mieszka w jarze. Namioty zostały zwinięte w obawie przed jutrzejszymi burzami, które miejmy nadzieję, że nas oszczędzą.
Lekki wiatr i kilka chmur sprzyjało dzisiejszym planom kilkugodzinnej wycieczki do lasu i wymarzonego w taką pogodę miejsca, jakim są jaskinie. Temperatura w środku jest stała niezależnie od pory roku i warunków na zewnątrz, ale nie każdy odważył się na przejście przez mały otwór do środka. Niektórzy zadawali długie serie pytań zanim podjęli decyzję, m.in. o wielkość pająków. Droga w obie strony została urozmaicona przez podchody. Po obiedzie stały program w postaci gimnastyki i dowolnych zabaw a po kolacji dyskoteka. Zakończyła się szybciej niż zazwyczaj, to chyba efekt nocy „przespanej” w namiotach. Jutro niedziela, śpimy pół godziny dłużej i leniuchujemy – na ile to jest możliwe.
Jest zupełnie ciemno. Nie widać żadnych, nawet najdalszych rozbłysków, czyli jest nadzieja na spokojną noc i może następny pogodny dzień.

Ósmy dzień.


Dzisiaj padł rekord temperatury wody w basenie 30 stopni C !!! Jeszcze trochę i przestanie działać chłodząco. Jakim skarbem jest woda widzimy szczególnie w tak upalnym czasie jak ostatnio. Ratuje nas studnia głębinowa o niewyczerpalnej zasobności i wyjątkowej jakości. Badana corocznie przez SANEPID zaskakuje panie „badaczki” poziomem czystości. Jak same powiedziały za którymś razem….Gdybyśmy same nie brały próbki, nie uwierzyłybyśmy że taka czysta…

Coraz więcej dzieci zachęca się do szycia różnych stworków, których projekty znajdują się w książce przywiezionej przez Natalkę. Może wykonując swoje małe dzieła, poczują jaką radość daje tworzenie i będą jej zawsze poszukiwać. Większość zajęć , jakimi absorbujemy dzieci ma wywołać właśnie ten efekt. Coś ma powstać, nawet jeśli nie jest udane a inni zrobili lepiej. Naszym sukcesem, z którego bardzo się zawsze cieszymy, jest jeśli przywiezione PSP leży nieużywane w walizce.

Rozstawiliśmy kilka namiotów na dzisiejszą noc. Być może ostatnia szansa na biwak przed nadchodzącymi burzami. Połowa zdecydowała się z nich skorzystać (dwoje już wróciło pod różnymi pretekstami). Kilka lat temu przed nocowaniem w namiotach siedzieliśmy przy ognisku opowiadając sobie różne historie. Coś mnie podkusiło żeby zapoznać dzieci z miejscowym podaniem, że w jarze poniżej domu (i namiotów) okocił się diabeł, który czasami psoci i dokucza ludziom kręcącym się po jego rewirze. Po skończonym ognisku zaczął się masowy odwrót obozowiczów. Z poduszkami i kołdrami , co do jednego poszli spać do domu – namioty zostały puste. Od tego czasu historia z diabłem zarezerwowana jest dla bardziej odpornych . Nasze pociechy w namiotach będą się jeszcze chwilę tłukły i rozrabiały, wykorzystując niecodzienną sytuację, aż padną zmęczone i usną kamiennym snem a świerszcze będą im śpiewały do samego rana. Może ta noc wśród zapachów skoszonej trawy i szmerów otaczającego ich, prawdziwego świata otworzy jakieś małe okienko w rozwijających się główkach, a jeśli jest już otwarte to uchyli jeszcze szerzej?

piątek, 16 lipca 2010


Siódmy dzień.
Nie do wiary, przekroczyliśmy półmetek turnusu!
Zakończył się najgorętszy jak dotychczas dzień tego lata. Jedyna temperatura, z której się cieszymy że rośnie, to wody w basenie. Gdyby nie dolewanie zimnej, w celu uzupełnienia poziomu, przekroczyłaby już zapewne trzydzieści stopni, a tak utrzymuje się tuż poniżej.
Starsza grupa mocno zaangażowała się w naukę tańca. Zajęcia trwają około półtorej godziny i czasami okazuje się, że chęci w dzieciach jest na więcej – to sukces. Młodszych natomiast mniej to obchodzi a szkoda, bo Adam uważa, że wśród nich właśnie jest kilka osób z talentem. Może z czasem?
Można narzekać na upał, ale widząc dzieci biegające cały dzień na bosaka, w najlżejszym ubranku jakie mają, nie sposób oprzeć się myśli, że właśnie tak powinny wyglądać wymarzone wakacje. Rodzicom, którzy nie byli w Piekle trudno może wyobrazić sobie to miejsce. A to ma znaczenie dla poczucia bezpieczeństwa i intymności. Dom posadowiony jest na wypiętrzeniu, z którego widać daleko….daleko….Z jednej strony otacza go las, z drugiej sady, z trzeciej łąki. Wokół nie ma żadnego sąsiedztwa, jesteśmy jakby na wyspie, do której nie łatwo jest dotrzeć. Dorośli widzą to i czują po krótkim choćby pobycie. Dzieci nie potrafią tego wyrazić ale myślę, że odbierają to podobnie.